O autorze
Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Zawodowo startupowiec, przedsiębiorca, manager. Fascynat nowych mediów, bloger. Dyrektor zarządzający i CEO PayLane. Przeważnie zaangażowany w więcej projektów, niż powinien.

Pisze, występuje na konferencjach, doradza startupom. O biznesie, web biznesie i startupach pisze również na KarolZielinski.com. O innych rzeczach pisze na KarolZielinski.pl, nagrywa filmy na YouTubie i prowadzi podcast.

Czemu rząd powinien pomóc dzieciakom pójść w stronę informatyki?

Jakoś nie zauważyłem, by rząd polski - zresztą nie tylko ten - wiedział, w którą stronę idzie dzisiejszy świat.

Studenci filozofii, politologii, czy innych, tego typu studiów humanistycznych są często nazywani ludźmi, którzy z całkiem dużą dozą prawdopodobieństwa zasilą niedługo szeregi bezrobotnych. Chyba, że się przebranżowią, zdobędą - "po godzinach" - umiejętności, które umożliwią im zdobycie pracy.



Ja już kończyłem studia jakiś czas temu. Miałem o tyle dużo szczęścia, że od młodości miałem zacięcie informatyczne, technologie mnie pociągały. Stąd też przy wyborze studiów kierowałem się zainteresowaniami, które - jak się okazało - z czasem były swego rodzaju gwarantem dobrej pracy.

Gdybym tych zainteresowań nie miał - kto wie na jakie studia bym poszedł. Bo nikt nigdy wcześniej, w trakcie lat szkolnej edukacji, nie próbował mi nawet powiedzieć, że warto rozwijać się w kierunku, który w przyszłości pozwoli mi zdobyć dobrą pracę. Nie pracę, pracę. DOBRĄ PRACĘ.

Patrząc na dzisiejszych studentów, widzę, że nic w tym kontekście się nie zmieniło. Dalej nikt specjalnie nie próbował wpoić im zasady, że warto rozwijać się w kierunku, który zapewni im życie na dobrym poziomie w przyszłości.

Wszędzie dookoła słychać, że możesz być kim chcesz. Możesz robić co chcesz. I jasne, że możesz. Nigdy nie wolno o tym zapominać. Ale z drugiej strony - poza hobby, zainteresowaniami, pasją - liczy się też coś poza tym. Liczy się życie. Życie codzienne, praca i pieniądze płynące z tej pracy.

Mam córkę, która kilka miesięcy temu poszła do szkoły. I gdy tam zaglądam, gdy rozmawiam z nauczycielami, mam nieodparte wrażenie, że cofnąłem się w czasie o te 25 lat, gdy to ja szedłem do szkoły. Bo naprawdę wiele się nie zmieniło. Może i sale, czy korytarze są ładniejsze. Może i coś tam z wyposażenia jest nowsze. Ale to, co najważniejsze - podejście do nauki, sposób nauczania, czy w końcu kierunek nauczania się nie zmienił praktycznie w ogóle.

Dalej widzę nacisk na wszystko, a nic konkretnego. Dalej nie widzę absolutnie żadnej specjalizacji, czy w końcu choćby próby nakierunkowywania dzieci na coś, co w późniejszym życiu im się przyda.

Niech się nauczy trochę wszystkiego, a jeśli chce nauczyć się czegoś przydatnego, jeśli chce się tego nauczyć dobrze - niech to zrobi po lekcjach. Nie widzę, by nauczyciele, dyrekcja, czy w końcu osoby, które układają program nauczania zauważyli, że dzisiejszy świat jest innym światem od tego, w którym sami chodzili do szkoły.

Bo dzisiejszy świat to technologia. A świat jutrzejszy pójdzie tylko jeszcze bardziej w tym kierunku.

Można przytoczyć całe mnóstwo badań, czy raportów mówiących o tym ile to miejsc pracy w branżach powiązanych z technologią powstanie w przeciągu najbliższych lat. Można w nieskończoność powoływać się na statystyki pokazujące ilu to pracowników brakuje w tej branży już teraz.

Czysto jednak na logikę - świat idzie w kierunku coraz szerszego stosowania technologii. Praktycznie wszędzie. Produkcja idzie w kierunku automatyzacji. Usługi idą w kierunku automatyzacji. Nawet samochody powoli zaczynają już jeździć same, napędzane technologią.

A rząd dalej zdaje się tego nie widzieć

Nie twierdzę, że od pierwszej klasy podstawówki należy wprowadzić obowiązkową naukę programowania. Nie każdy na zawodowego programistę się nadaje. Jednakże położenie większego nacisku na przedmioty techniczne, na matematykę, na fizykę, informatykę, czy w końcu wprowadzenie już od najmłodszych lat lekcji logiki - to byłoby coś, co z całą pewnością dzieciakom znacznie by w przyszłości pomogło.

Z czasem każdy z nas (a przynajmniej zdecydowana większość z nas), w większym czy mniejszym stopniu programować będzie. Jeśli nie w języku takim, czy innym, jeśli nie pisząc programy, aplikacje, strony, to choćby w stopniu bardzo podstawowym, może i nawet nie zdając sobie do końca z tego sprawy. Choćby nawet programując swoje urządzenia domowe. Bo przecież już dzisiaj można zaprogramować lodówkę, telewizor, czy nawet rolety w oknach swojego domu. A z czasem takich urządzeń będzie tylko więcej.

W pracy większości z nas będzie podobnie. To nie technologia będzie pomagała produkować szybciej, sprawniej, lepiej. To ludzie będą pomagali technologii.

A by dzieciaki popchnąć w stronę technologii potrzebne też są narzędzia do nauki

W tym roku, przy okazji organizowania akcji #dladzieciakow, postawiłem sobie za cel, by uzbierać pieniądze na sprzęt komputerowy dla domów dziecka z różnych części Polski. Bo wierzę, szczerze wierzę, że umiejętność posługiwania się komputerami będzie im absolutnie niezbędna w przyszłym, dorosłym życiu. Będzie im niezbędna do znalezienia dobrej pracy.

Nie rozumiem czemu rządzący tego nie widzą. Czemu za podstawowy cel 'wspomagania polskiej edukacji' nie stawiają sobie wyposażenia wszystkich polskich placówek oświatowych w dobry sprzęt komputerowy. Czemu nie robią wszystkiego, co tylko mogą, by już od najmłodszych lat wprowadzać dzieciaki w świat technologii. By od najmłodszych lat kłaść możliwie duży nacisk na rozwój w kierunkach technicznych, na myślenie logiczne.

Jeśli w końcu się nie obudzą, nie przejrzą na oczy, za kilka lat obudzą się z ręką w nocniku zanurzoną jeszcze głębiej niż dzisiaj. Bo świat pójdzie jeszcze bardziej w kierunku automatyzacji i wprowadzania technologii w kolejne elementy naszego życia, a my nie będziemy mieli ludzi, którzy będą w stanie coś z tą technologią zrobić. Za to będziemy mieli jeszcze dłuższe kolejki przed urzędami pracy.

-

Znajdziesz mnie też na KarolZielinski.pl oraz (biznesowo) na KarolZielinski.com
Trwa ładowanie komentarzy...