Wybory, wybory... i po wyborach. A ja chciałbym mieć w końcu na kogo zagłosować

Jesteśmy na świeżo po wyborach prezydenckich. Na świeżo po ogłoszeniu oficjalnych wyników wyborów, w których wygrał jeden z kandydatów. Wszyscy wiemy który. Nie ma to zresztą znaczenia. Ktokolwiek by tych wyborów nie wygrał - wyszłoby na to samo.

Niedziela rano. Dzień wyborów. Druga tura. Budzę się i po chwili nachodzi mnie myśl... powinienem dziś zagłosować.

W pierwszej turze wyborów nie uczestniczyłem. Nie było mnie w kraju. Na drugą turę chciałem się wybrać. Wiedziałem, że powinienem. Rano dalej wiem, że chcę. Takie moje - jako obywatela - prawo. Taki mój obowiązek.

Zaglądam do Internetu. Debat prezydenckich nie oglądałem. Nie interesowały mnie specjalnie. Czytam więc co na temat kandydatów mają do powiedzenia dziennikarze różnej maści. Wsłuchuję się w głosy moich znajomych. Wyrabiam sobie opinię. I z każdą kolejną minutą utwierdzam się tylko w przekonaniu, że mam problem. Nie mam na kogo zagłosować.

Jeden z kandydatów to PO w czystej postaci. Stagnacja, zero zmian.

Drugi z kandydatów to po prostu PiS. Ich kandydat zapowiada zmiany. Zmiany są nam wszystkim potrzebne. Kandydat o tym wie. Składa więc obietnice. Obietnice, których nie jest w stanie dotrzymać. Zdecydowanie zbyt wiele obietnic.

Obaj politycy. Z krwi i kości. Nie przekonują mnie. Mało wyraźni. Nie wierzę im. Nie mam powodów, by im wierzyć. To tylko politycy.

Mijają godziny, a ja wciąż jednak próbuję doszukać się czegoś, co naprawdę mnie przekona.

Nie znajduję niczego takiego.

W pierwszej turze było coś nowego. Jakiś świeży powiew. Coś, co miało szansę zburzyć tę polityczną skamielinę. Coś, co przekonało do siebie młodych, gniewnych i żądnych zmian Polaków. Coś rockowego i na swój sposób charyzmatycznego. Kompletnie jednak niedoświadczonego. Krzyczącego głośno, zbyt mało jednak wiarygodnego.

Strasznie brakuje mi wśród kandydatów prawdziwego praktyka. Może przedsiębiorcy, może managera. Na pewno jednak człowieka z doświadczeniem w zarządzaniu ludźmi i organizacjami. Człowieka, który wie, co znaczy budować coś od podstaw. Zmieniać, restrukturyzować, ulepszać, transformować.

Brakuje mi człowieka z doświadczeniem praktycznym. Nie politycznym. Kogoś, za kim stoją inni specjaliści. Inni doświadczeni praktycy. Ludzi, którzy znają się na zarządzaniu. Na zarabianiu pieniędzy. Ludzi, którzy potrafią układać biznes plan. Lub jakikolwiek plan. Którzy zakładają sobie cele i stają na głowie, by cele te osiągać.

Nie polityków. Nie populistów.

Brakuje mi ludzi, którzy składają szczere obietnice. Nie po to, by zdobywać głosy wyborców. Ale dlatego, że w potrzebę wprowadzenia obiecywanych zmian wierzą. Że w możliwość realizacji składanych obietnic wierzą. Brakuje mi ludzi, którzy składają obietnice po to, by je spełnić. By zmienić, co teraz jest złe. By sprawić, by żyło się lepiej. Byśmy się rozwijali w dobrym kierunku. Byśmy się rozwijali szybciej.

Słyszałem, że jeden ekonomista, z drugim przedsiębiorcą mają plan na zbudowanie partii politycznej, która wystartuje w jesiennych wyborach. Może w końcu będę miał na kogo zagłosować.

Tymczasem idę głosować. W końcu taki mój obowiązek. Znów zagłosuję na - jak mi się wydaję - mniejsze zło.

Nie podoba mi się to jednak. Bardzo mi się nie podoba.

Ta zmiana warty w pałacu prezydenckim znów nie zmieni w naszym życiu niczego.

-

Znajdziesz mnie też na KarolZielinski.pl oraz (biznesowo) na KarolZielinski.com
Trwa ładowanie komentarzy...